Krakowska skrzynia pełna ukraińskich skarbów

7 липня 2017

Banknoty wydawane przez pierwsze rządy rodzącego się ukraińskiego państwa, matryce, pieczęcie, dokumenty - to wszystko kryła skrzynia, która podczas wojennej zawieruchy trafiła do Krakowa, do obecnego Archiwum Narodowego. Wiele z tych rzeczy to unikaty, których Ukraina nie posiada. Część zbioru wciąż czeka na opracowanie.

Wydobyte ze skrzyni materiały pochodzą z lat 1917 – 1922, dotyczą powstałej na fali niepodległościowych nastrojów Ukraińskiej Republiki Ludowej oraz proklamowanego przez hetmana Pawło Skoropadskiego Państwa Ukraińskiego. Oba te organizmy państwowe trwały krótko – po ofensywie bolszewickiej wojsko i administracja rządowa URL ewakuowały się do Polski. Rządowe agendy znalazły schronienie w Tarnowie i Częstochowie, potem także w Warszawie.

Skrzynia trafiła do Krakowa podczas niemieckiej okupacji, wraz z pokaźnym zbiorem akt rządu atamana Symona Petlury, przywiezionym tu w styczniu i marcu 1942 roku przez Heinza Goeringa (najprawdopodobniej z Historycznego Ukraińskiego Muzeum oraz z Archiwum w Tarnowie). Dokumenty umieszczono na I piętrze Collegium Iuridicum przy ul. Grodzkiej – tam przez następne lata okupacji były spisywane i porządkowane.

Gdy do Krakowa dotarła Armia Czerwona, przejęła opracowane już akta Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwa Skarbu. W marcu 1945 cały zespół dokumentów wraz ze spisami jego uporządkowanej części został wywieziony na wschód.

Pozostała tylko ta skrzynia. – Być może jej zawartość, np. wycofane z obiegu banknoty czy pieczęcie, wydała im się bezużyteczna? – zastanawia się Iwona Fischer, kierownik Oddziału IV Archiwum Narodowego w Krakowie.

W czterech językach

Z jednej strony zielone, z drugiej – pomarańczowo-brązowe, z wyrysowanym w środku „tryzubem” – tak wyglądają najstarsze wydobyte ze skrzyni banknoty, „karbowańce”. Są szczególnie cenne – zwłaszcza w obecnym, jubileuszowym dla Ukrainy roku (od sformowania pierwszych rządów mija sto lat).

– Te pierwsze banknoty mają ciekawą cechę: są czterojęzyczne. „Karbowaniec” napisano na nich po ukraińsku, rosyjsku, po polsku oraz w jidysz. To ewenement, a zarazem świadectwo wielokulturowości Galicji – podkreśla Iwona Fischer.

 

Karbowaniec

Banknoty te miały słabe zabezpieczenia, były drukowane na kiepskim papierze, bez znaków wodnych. Co ciekawe, na całych plikach „setek” widać też wycięcie w miejscu, w którym powinien znajdować się podpis ministra skarbu. Z jakiego powodu i kto je zrobił – nie wiadomo.

W zbiorze są karbowańce oraz hrywny wydawane przez trzy kolejne ukraińskie rządy, do roku 1922. Widać, jak ewoluowały, zmieniały szatę graficzną, zyskiwały lepsze zabezpieczenia.

– Mamy tu wszystkie serie, jakie były wydawane od 1917 roku, co potwierdzili nam ukraińscy badacze. I mamy ich sporo, o różnych nominałach. W ukraińskich zbiorach jest ich kilkadziesiąt, w naszym są tysiące. Mamy ponad 3 tysiące „setek", ponad tysiąc o nominale 25 karbowańców i ponad tysiąc „pięćdziesiątek” – wylicza Iwona Fischer.

W stanie bankowym

Prócz banknotów, które noszą ślady używania są i takie, które nigdy nie weszły do obiegu, przetrwały przez sto lat w „stanie bankowym". Są oryginalnie zapakowane i związane sznurkiem, po tysiąc sztuk. Spinają je banderole z pieczęciami, podpisami osób sprawdzających i zatwierdzających dany pakiet.

– Nie rozcinamy takich paczek, przechowujemy je w oryginalnym opakowaniu. To integralna całość – zaznacza archiwistka.

 

Zalakowane paczki z banknotami

Zbiór uzupełniają inne waluty, stanowiące ówczesny rządowy majątek: rosyjskie ruble (np. o nominale 10.000), banknoty włoskie, pięknie zdobione tureckie. A także pieniądze wydawane przez poszczególne miasta – np. banknoty z Żytomierza czy Odessy.

W skrzyni znajdowało się także 28 ołowianych matryc, służących do drukowania banknotów o różnych nominałach. Są zużyte – wyraźnie widać, że intensywnie je wykorzystywano do drukowania kolejnych partii pieniędzy. To także cenna część zbioru – zwłaszcza że w ukraińskich zbiorach takich matryc nie ma.

– Co ciekawe, możemy złożyć komplet, składający się z matrycy, wydrukowanego wedle tego wzoru banknotu oraz pieczęci, widniejących zarówno na pieniądzach, jak i na banderolach – dodaje Iwona Fischer.

 

Matryca

Pieczęci jest ponad 180. Oprócz urzędowych (np. Ministerstwo Dróg, Handlu Wewnętrznego) są to także pieczątki władz lokalnych oraz dotyczące innych dziedzin życia (np. medyczne – pokazujące na odbitce układ kostny, na którym można było zaznaczać leczoną część ciała).

Opracowaniem tej części zbiorów i „dopasowaniem” ich do kolejnych rządów mają się zająć naukowcy z Ukrainy. Swoje zbiory (liczące ok. 30 pieczęci z tego okresu) już skatalogowali – teraz z ich pomocą może powstać ewidencja pieczęci ukraińskich w zbiorach krakowskiego archiwum.

„Z bolszewickiego raju”

Na tarnowskie pochodzenie całego zbioru wskazują włożone do skrzyni dokumenty. Te najważniejsze rządowe zapewne zabrała Armia Czerwona – tu zachowały się te mniej istotne z ich punktu widzenia, oficjalne oraz prywatne dokumenty, ilustrujące bardzo różne dziedziny życia.

Niektóre notatki sporządzono na papierach firmowych różnych firm i instytucji – np. tarnowskiego hotelu Bristol. Nieprzypadkowo: właśnie ten hotel, usytuowany przy ul. Krakowskiej, był przez pewien czas emigracyjną siedzibą naczelnych władz Ukraińskiej Republiki Ludowej (pracował tu m.in. Symon Petlura).

Część zbioru dotyczy działających w Tarnowie stowarzyszeń, np. Towarzystwa Oświaty Ukraińskiej (znajdziemy tu m.in. statut klubu, inwentarz książek z czytelni i jej regulamin, zapis programu muzycznego i in.).

Są okruchy czyjegoś życia, świadectwa wojennych losów: bilet kolejowy, przepustka, prośba o wydanie pozwolenia na wyjazd do Krzemieńca, poświadczenie dla młyna, zaświadczenie o statusie uchodźcy, blankiety i wypisane legitymacje członków Ukraińskiego Związku Inwalidów Wojennych itp.

 

Przepustka

Wśród nich można znaleźć dokumenty prywatne, np. nieduży album ze zdjęciami (w tym z wizerunkiem Symona Petlury) i pocztówkami z Tarnowa. „Pisze dla dobrej pamięci – kozak Andriej” – głosi podpis na jednej z nich. Między kartami pamiętnika wciąż tkwią zasuszone dawno temu kwiaty.

Jest także rękopis – spisane po ukraińsku zapiski „z bolszewickiego raju” (jak zatytułował je autor).

– Wszystkie te dokumenty czekają jeszcze na opracowanie, czekają na badaczy znających język ukraiński, mogących pomóc w ich odczytaniu – podkreśla Iwona Fischer. – Kto wie, może kiedyś uda się także odnaleźć kolejną część tego zbioru, gdzieś w przepastnych archiwach rosyjskich, dokąd trafiło przecież tyle zabranych przez Armię Czerwoną archiwaliów?

Джерело